odcinki  autorzy   newsy   sznurki   kontakt  forum  gestbuk

   
         
   

 

2006

-styczeń
-luty
-marzec
-kwiecień
-maj
-czerwiec
-wrzesień
 

 


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Odcinek 1: Antypiła >> 28 stycznia 2006 14:41

Werner od samego ranka wiedział co zrobi. Wziął gazetę i przejrzał seanse.!9.40 w Silver Screen. Piła 2. W oczach pojawił się błysk, który został szybko zgaszony zdrowym rozsądkiem, który od czasu do czasu włączał się w jego życie. Brak funduszy na zrealizowanie marzenia, zmusił Wernera do dłuższych przemyśleń. Pozostawała jedna szansa. Matka. Na ojca liczyć to nie mógł, bo on już dawno zadeklarował, że pieniędzy dawać mu nie będzie. A mama to mama. Marne szanse, ale może się udać. W końcu nie co dzień taki film w kinie puszczają. Wyprawa do jaskini lwa, czyli kuchni nie była łatwa. Matka była w swoim królestwie a walka na terenie wroga do łatwych nie należy.
-Mamooooooo.... Pożycz mi naaaaaa ki...
-Nie! Idź do Ojca. – Werner mógł się domyślać, że taki będzie bieg wydarzeń.
-Ale tata powiedział, że wszystko co ma ty wydajesz wiec ty masz mi dać.- Matka spojrzała kątem oka na syna. Werner wiedział, że to podziała.
-Tak powiedział? No dobra dostaniesz pieniądze na film pod jednym warunkiem.
Nadzieja pojawiła się w umyśle Wernera. Płomień wiary, myśl, że Bóg może jednak istnieje.
-Musisz iść pomóc dzisiaj babci Leokadii.
Całe życie przeleciało młodemu Cromwellowi przed oczyma. Coś w nim się wypaliło. To był koniec. Nie obejrzy upragnionego filmu. Ale Chuck Norris by się nie poddał. On by to zrobił. Werner nie będzie gorszy.
-Dobrze, zrobię to ku chwale Chucka!

***
Jak żałował, tego, co powiedział stojąc przed drzwiami babci Leokadii. Już czuł ten smród, to stęchłe powietrze. Miał nadzieje, że nikt nie otworzy, że babcie diabli wzięli i zasnęła na fotelu snem wiecznym. Jak go zabolało serce, gdy drzwi się otworzyły, a za nimi pojawił się ten żywy trup.
-Ooo, wejdź synku. Miło cię widzieć.
Powietrze wydalone przez coś co wyglądało jak otwór gębowy babci uderzyło Wernera prosto w nozdrza i odrzuciło na drugą stronę klatki schodowej.
-Khhagh!!!- Próbował nabrać powietrza. „Umieram”, pomyślał i nagle płuca wzięły duży haust tlenu. Z ulgą, trochę sapiąc wszedł do mieszkania babci. Nagle stanął jak wryty. Przed jego oczami ukazał się babciny pudel. Pudel babci cierpiał na ostrą schizofrenie z maniakalnymi napadami szału. Raz był milutkim, potulnym pudelkiem Tequillą, a raz mrocznym pudlem Bullterierem. Tylko, kim był teraz? Póki co stał spokojnie i się przyglądał. Po kilku chwilach Werner odsapnął stwierdzając, że ma do czynienia z Tequillą. I to był błąd. Bullterier tylko czekał na tę krótką chwilę nieuwagi ofiary. Rzucił się na Wernera. Złapał szyję ofiary, ale z pewną dozą delikatności, gdyż nie chciał jej zniszczyć przed konsumpcją. I pociągnął w stronę legowiska. Werner już prawie zawału serca dostał. Bullterier się zatrzymał na środku salonu. Cromwell chciał krzyknąć do babci, która w między czasie poszła do toalety, ostatnio ponoć dość często tam chodziła, ale jak tylko otwierał usta, to zaraz szczęka kochanego pudelka babci zaciskała się mocniej. Żegnał się już ze światem, kiedy coś skapnęło mu na policzek. Otworzył oczy i ujrzał pysk pudla obficie ociekający śliną. Pudel rozszerzył pysk w morderczym uśmiechu. Serce przestało bić. Czas zatrzymał się. Werner nic już nie słyszał. Żegnajcie mamo i tato. Tequilla polizała Wernera po policzku. Jasna strona pudelka wyszła w ostatniej chwili na światło dzienne(choć w zadymionym mieszkaniu babci i tak nie za wiele go było). Babcia wyszła z łazienki. Werner popędził w tamtą stronę co sił w nogach. Potrzebował trochę wody i chwile do namysłu. Wszedł i zamknął za sobą dobrze drzwi. Ruszył w stronę lustra, gdy jego noga wdepnęła w jakąś kałuże. Początkowo nie skojarzył, czemu ta woda ma taki żółty kolor. Jednak po chwili, gdy zapach dotarł do jego nosa, wszystkie wątpliwości się rozwiały. Wybiegł z łazienki trzaskając drzwiami. Poszedł do babci lezącej na kanapie. Babcia wydawałaby się śpi, ale gdy tylko podszedł, otworzyła oczy. Werner odskoczył.
-Wernerku, kochanieńki.... Możesz pomasować mi stopki. Źrenice Cromwella rozszerzyły się. Pomyślał tylko jedno. PIŁA. Zrobi to... Musi mu się udać. Zbliżył się i pociągnął skarpetkę babci trzymając ja dwoma palcami. Zeszła z trudem. To, czego doznał Werner nie przeżyła tego żadna istota ludzka. Mieszanina niewyobrażalnego smrodu i widok wielkich zgrzybiałych, rozpadających się stóp babci.
-PIE&#*?LE piłę... Nic nie jest warte takiego poświęcenia. I Wybiegł do domu...


 




Początek: 24 stycznia 2006 20:07

Witam w moim nowym projekcie pt. Żywot Wernera. Będzie to opowieść o życiu
Wernera Cromwella. Czasem śmieszna, czasem tragiczna, dramtyczna, tudzież romantyczna. Mam nadzieje pociągnąć to nieco dłużej. A nóż sie uda.
Nowe odcinki bede dodawał (na razie ustalmy to tak) co sobote o godzinie 15
Jak łatwo zauważyć nie ma tu opcji komentowania notek. Jest to zrobione specjalnie. W linkach można znaleźć adres oficjalnego forum Żywota Wernera. Tam też serdecznie zapraszam do komentowania i dyskutowania na temat nowych odcinków i bohaterów. Na razie soboty jeszcze nie ma ale zapraszam do działu O WERNERZE. Tam można sie już prowizorycznie zapoznać z naszym bohaterem. Zapraszam i życzcie Wernerowi powodzenia. Mam nadzieje, że go polubicie.
 

   
   

copyright- imperfect_cry@wp.pl
Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 albo (najlepiej-zalecane) wyższej