odcinki  autorzy   newsy   sznurki   kontakt  forum  gestbuk

   
         
   

 

2006

-styczeń
-luty
-marzec
-kwiecień
-maj
-czerwiec
-wrzesień
 

 


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Odcinek 31: Ciemny pokój

 

Minister Januszkiewicz był bardzo podekscytowany. Jego sekretarka nie miała pojęcia czemu. Zresztą ona nigdy nie miała pojęcia co się dzieje. Januszkiewicz zatrudnił ją tylko dlatego, ze była to krewna cioci ze strony matki wujka od strony ojca. Januszkiewicz miał w notesiku zapisane spotkanie z niejakim Wernerem. Nie było wiadomo co to za Werner. Ani nazwiska, ani numeru telefonu. Pewnie jakieś prywatne sprawy będzie załatwiał i nie chce by ktoś się o tym dowiedział. Januszkiewicz dotarł do instytutu na czas. O umówionej godzinie wszedł do pomieszczenia gdzie czekał już na niego Ślędczak.

-Witam. Miło mi pana znów widzieć.

-Bez lizania tyłka Ślędczak. Pokazuj lepiej to co chcę zobaczyć.

-Chwila, ludzie przy konsoli muszą się przygotować. Dosłownie pół minuty.

-Dobra, a Leppiej już widzial jego możliwości?

-Nie, jeszcze nie panie ministrze.

-To dobrze... długo jeszcze? W ogóle gdzie on jest? – Januszkiewicz się już niecierpliwił.

-Werner jest tam za szybą. Chyba już możemy zaczynać. Chłopcy włączcie na chwilę oświetlenie. – powiedział Ślędczak do mikrofonu. Światło w pokoju za szybą się zapaliło. Po środku pokoju siedział Werner i machał cały szczęśliwy nogami jak gdyby nigdy nic.

-Teraz zgasimy ponownie światło i będziemy tam wpuszczać do pokoju niespodzianki dla Wernera. On nic o nich nie wie, powiedzieliśmy mu tylko, że ma spokojnie siedzieć na krześle. – Marcinkiewicz się najwyraźniej zatroskał.

-Jak zgasimy światło to on nic nie będzie widział, ani my. Zostawmy zapalone.

-Nie ma problemu panie ministrze, wszystko będzie wyświetlane tutaj na monitorze, jest on podłączony do kamery na podczerwień umieszczonej w tamtym pomieszczeniu.

-A Werner?

-Powinien dać sobie radę – Januszkiewicza zastanowiło, czemu Ślędczak się tak dziwnie uśmiecha. Ślędczak znów powiedział do mikrofonu.

-No to zaczynamy zabawę.

***

Werner siedział sobie spokojnie na krzesełku. Kazali siedzieć to siedział. Ciekaw był tylko kiedy przyjdzie nasz kochany minister. Nawet w pewnym momencie zaczęło mu się nudzić. Nagle światło zgasło. Momentalnie źrenice Wernera rozszerzyły się maksymalnie. Widział wszystko w szarozielonych kolorach. Wstał z krzesełka i rozejrzał się. Na razie wszystko w porządku. Na razie. Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia weszło czterech ogromnych drechów. Tak wielkich jeszcze nie widział. A jak cuchnęli. Wrażliwy nos Wernera nie mógł przyzwyczaić się do smrodu. Drechy zaczęły z sobą konwersować.

-Ty.. ziom, ale tu ciemno jest. Nic nie widać.

-Kur... no skoro ciemno to nie widać. Czego żeś się spodziewał?

-Wyluzuj lepiej. Szukajcie chłopaka, pewnie schował się gdzieś. – drech wyjął w tym momencie wielkiego „bejzbola”. Wszyscy czterej ruszyli się w kierunku Wernera i zaczęli przeszukiwać pomieszczenie.

-Kurde.. fajna robota.. masz skopać jakiegoś gnoja. Robisz co lubisz i jeszcze kasę dostaniesz.

Wszyscy czterej wybuchli głośnym śmiechem. Werner wkroczył do akcji.

-Jestem Werner, i to właśnie imię zapamiętacie do końca życia. – drechy pewnie nie zrozumiały przestrogi bo rzuciły się w stronę głosu. Ale Werner był szybszy...


Odcinek 30: Odcinek pisany przy Bloodhound Gang xP



Babcia Leokadia miała bardzo dobry węch. Nie wiele, osób wiedziało, że została wyszkolona przez ruch oporu na najlepszego agenta drugiej wojny światowej. To ona wysadziła w powietrze ukryte magazyny Cyklonu B. Krótko mówiąc nie wiele osób już pamięta jak bardzo agentka Leokadia przyczyniła się w historii Polski. Teraz jej nos się nie mylił z całą pewnością. Czuła krew Cormwellów, a wszyscy z tego rodu stawili się na pogrzebie wnuka. Więc kim był tamten tajemniczy Cromwell? Odpowiedź mogła być jedna. To musiał być Werner. Ale to kogo w takim razie teraz chowali? Babcia Leokadia nie miała czasu do namysłu, bo woń Wernera słabła. Werner się oddalał. Jednym ruchem babcia znikła w tłumie i niepostrzeżenie przedarła się do w stronę wyjścia. Wernera prowadziło czterech mężczyzn. Piąty szedł w pewnej odległości. Babcia pomknęła z nimi zgarbiona, kryjąc się za drzewami. Wyszli z terenu cmentarza i pomknęli w stronę helikoptera. Babcia Leokadia dawno nie widziała takiej maszyny. Swego czasu przechodziła kurs pilotażu, ale to stare dzieje i pewnie wiele zapomniała. Werner wsiadł do helikoptera i w tym momencie babcię Leokadię coś złapało. Pięciu innych ochroniarzy, rzuciło się na nią. Nie była na to przygotowana i udało im się ją obezwładnić, lecz nie było to takie proste. Jeden z ochroniarzy pozostał bez paru zębów, drugi bez ucha, a trzeci miał wbitą w łydkę sztuczną szczękę babci. Werner przyglądał się całemu zajściu zza szyby helikoptera. Kiedy ochroniarze ją odprowadzali odezwał się zza jego pleców Ślędczak:

-Nie martw się. Nic jej nie będzie. Zostanie odprowadzona przez mundurowych do rodziny. Potem sąd wyda nakaz zamknięcia jej w domu spokojnej starości, gdyż jest niebezpieczna dla otoczenia. Tego akurat trudno nie będzie udowodnić.

-Ucieknie. – odparł Werner, a Ślędczak popatrzył na niego dziwnie.

-Skąd wiesz?

-Wiem, bo to moja babcia, a z nią nie takie numery. W wieku osiemdziesięciu siedmiu lat skakała na bungie, a teraz ma zaledwie dziewięćdziesiąt osiem. – Ślędczaka zszokowało to troszkę. Helikopter uniósł się.

-To gdzie lecimy? – spytał pilot, Wernerowi wydawało się, ze to pytanie jest do niego, tak jakby pilot uważał go za kogoś ważniejszego niż Ślędczak, ale to on odpowiedział.

-Do siedziby głównej. Przygotujemy Wernera do spotkania z ministrem Januszkiewiczem. – Wernerowi źrenice wyraźnie się rozszerzyły, na dźwięk tego nazwiska.

-Coś nie tak? A i załóż okulary, bo dopóki nie umiesz kontrolować odruchów oczu to nie wygląda to za fajnie

-A co? Nie możesz na to patrzeć? – Werner spróbował zwęzić maksymalnie źrenice. Po minie Ślędczaka wywnioskował, ze mu się udało.

-Przestań. Przynajmniej przy ministrze tak nie rób. Chyba, że cię poprosimy.

-A co ma minister do mnie?

-Od ministra Januszkiewicza zależy to, czy będziesz spał w luksusowym apartamencie, czy w izolatce u nas w laboratorium. – Wernerowi nie podobało się to, że nic nie zależy od niego. A Werner co jak co, ale wolność cenił sobie bardzo.

   
   

copyright- imperfect_cry@wp.pl
Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 albo (najlepiej-zalecane) wyższej