|
|
|||||
|
2006
-styczeń
|
Odcinek 31: Ciemny pokój
Minister Januszkiewicz był bardzo podekscytowany. Jego sekretarka nie miała pojęcia czemu. Zresztą ona nigdy nie miała pojęcia co się dzieje. Januszkiewicz zatrudnił ją tylko dlatego, ze była to krewna cioci ze strony matki wujka od strony ojca. Januszkiewicz miał w notesiku zapisane spotkanie z niejakim Wernerem. Nie było wiadomo co to za Werner. Ani nazwiska, ani numeru telefonu. Pewnie jakieś prywatne sprawy będzie załatwiał i nie chce by ktoś się o tym dowiedział. Januszkiewicz dotarł do instytutu na czas. O umówionej godzinie wszedł do pomieszczenia gdzie czekał już na niego Ślędczak. -Witam. Miło mi pana znów widzieć. -Bez lizania tyłka Ślędczak. Pokazuj lepiej to co chcę zobaczyć. -Chwila, ludzie przy konsoli muszą się przygotować. Dosłownie pół minuty. -Dobra, a Leppiej już widzial jego możliwości? -Nie, jeszcze nie panie ministrze. -To dobrze... długo jeszcze? W ogóle gdzie on jest? – Januszkiewicz się już niecierpliwił. -Werner jest tam za szybą. Chyba już możemy zaczynać. Chłopcy włączcie na chwilę oświetlenie. – powiedział Ślędczak do mikrofonu. Światło w pokoju za szybą się zapaliło. Po środku pokoju siedział Werner i machał cały szczęśliwy nogami jak gdyby nigdy nic. -Teraz zgasimy ponownie światło i będziemy tam wpuszczać do pokoju niespodzianki dla Wernera. On nic o nich nie wie, powiedzieliśmy mu tylko, że ma spokojnie siedzieć na krześle. – Marcinkiewicz się najwyraźniej zatroskał. -Jak zgasimy światło to on nic nie będzie widział, ani my. Zostawmy zapalone. -Nie ma problemu panie ministrze, wszystko będzie wyświetlane tutaj na monitorze, jest on podłączony do kamery na podczerwień umieszczonej w tamtym pomieszczeniu. -A Werner? -Powinien dać sobie radę – Januszkiewicza zastanowiło, czemu Ślędczak się tak dziwnie uśmiecha. Ślędczak znów powiedział do mikrofonu. -No to zaczynamy zabawę. *** Werner siedział sobie spokojnie na krzesełku. Kazali siedzieć to siedział. Ciekaw był tylko kiedy przyjdzie nasz kochany minister. Nawet w pewnym momencie zaczęło mu się nudzić. Nagle światło zgasło. Momentalnie źrenice Wernera rozszerzyły się maksymalnie. Widział wszystko w szarozielonych kolorach. Wstał z krzesełka i rozejrzał się. Na razie wszystko w porządku. Na razie. Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia weszło czterech ogromnych drechów. Tak wielkich jeszcze nie widział. A jak cuchnęli. Wrażliwy nos Wernera nie mógł przyzwyczaić się do smrodu. Drechy zaczęły z sobą konwersować. -Ty.. ziom, ale tu ciemno jest. Nic nie widać. -Kur... no skoro ciemno to nie widać. Czego żeś się spodziewał? -Wyluzuj lepiej. Szukajcie chłopaka, pewnie schował się gdzieś. – drech wyjął w tym momencie wielkiego „bejzbola”. Wszyscy czterej ruszyli się w kierunku Wernera i zaczęli przeszukiwać pomieszczenie. -Kurde.. fajna robota.. masz skopać jakiegoś gnoja. Robisz co lubisz i jeszcze kasę dostaniesz. Wszyscy czterej wybuchli głośnym śmiechem. Werner wkroczył do akcji. -Jestem Werner, i to właśnie imię zapamiętacie do końca życia. – drechy pewnie nie zrozumiały przestrogi bo rzuciły się w stronę głosu. Ale Werner był szybszy... Odcinek 30: Odcinek pisany
przy Bloodhound Gang xP |
||||
|
copyright-
imperfect_cry@wp.pl |
|||||